SX-70. Aparat prawdziwie innowacyjny.

Polaroid SX-70

 

Sądziłem, że jestem odporny na reklamy. Tymczasem ten aparat kupiłem na eBayu prawie natychmiast po obejrzeniu poniższego filmu reklamowego z lat 70. Jeśli nie chcesz zachorować na ten aparat, nie oglądaj (ostrzegałem!):

 

 

Wydałem pieniądze, których nie planowałem wydać… i nie żałuję. Mało który aparat przyniósł mi tak dużo radości i satysfakcji z efektów. Uzyskiwane obrazy są lekko rozmyte, mają wybitnie „niecyfrowe” kolory, pięknie oddają twarze ludzi. Mimo niewielkiego maksymalnego otworu przesłony (f/8) głębia ostrości może być bardzo płytka (pamiętajmy, że zależy ona także od wielkości rzutowanego obrazu, a tutaj jest on większy od typowego średniego formatu – prawie kwadratowy obraz ma wymiary 77 x 79 mm). Szkoda, że ładunki do aparatu kosztują tak dużo – inaczej nie wychodziłbym z domu bez SX-70, tym bardziej że mieści się w (sporej) kieszeni.

 

Polaroid SX-70

 

SX-70 był projektem życia Edwina Landa, który – oprócz prezesowania Polaroidowi – był przede wszystkim wynalazcą i naukowcem. Ze względu na jego zamiłowania naukowe, mimo braku tytułu akademickiego zazwyczaj zwracano się do niego per „dr Land”. W projekt SX-70 (który przed prezentacją w 1972 r. nosił kodową nazwę Aladdin) włożył ogromną ilość pracy i energii, dopracowując go w najdrobniejszych szczegółach. Polaroid SX-70 Land Camera to jednoobiektywowa lustrzanka do zdjęć natychmiastowych pracująca w pełnej automatyzacji ekspozycji. Jeden ładunek umożliwiał oryginalnie wykonanie 10 zdjęć (dostępne dziś materiały zastępcze, o których niżej, dają 8 zdjęć na opakowanie). Zastosowano w nim zaawansowany układ luster (w tym Fresnela), dzięki którym na gotowym zdjęciu będzie widać dokładnie to, co fotografujący widzi w wizjerze. Dodatkowo aparat jest składany na płasko, co jeszcze zwiększa stopień komplikacji. Trzymając złożony, niewielki SX-70 w dłoni trudno jest uwierzyć, że rzeczywiście współdziałają w nim pokazane na powyższym filmie systemy optyczny, mechaniczny, chemiczny i elektroniczny. Cytując magazyn Fortune z 1972 r., „…już sam proces produkcyjny SX-70 należy uznać za jedno z największych osiągnięć w historii przemysłu. Na projekt składa się szereg odkryć, wynalazków i innowacji technologicznych w dziedzinach tak odległych od siebie jak chemia, optyka i elektronika”.

 

 

Polaroid SX-70

 

SX-70 był rozwiązaniem tak innowacyjnym, że w czasie debiutu amerykańska prasa pisała o nim w kategoriach magii, a pierwsze przedstawienie aparatu przez samego Edwina Landa, podczas którego Land wyjął aparat z kieszeni marynarki i beztrosko pstrykał publiczność, po chwili pokazując im zdjęcia, przyrównuje się do współczesnej prezentacji iPhone’a w wykonaniu Steve’a Jobsa. Magazyn Life z 27 października 1972 zamieścił obszerny artykuł na temat tego wynalazku zatytułowany “Latest Bit of Magic”, a samego Edwina Landa na okładce. Wewnątrz pisma jest również zdjęcie laborantki sprawdzającej wklęsłe lustra (jedna z kluczowych części systemu optycznego SX-70), schemat ścieżki promieni świetlnych, a także fotografie wykonane tym aparatem przez profesjonalnego fotografika magazynu Life, Ko Rentmeestera. Czytamy o 17 powłokach chemicznych w materiale światłoczułym, o radykalnym skróceniu czasu wywoływania (zdjęcie wywołuje się już po wysunięciu z aparatu, w „ciemni” stworzonej przez światłochronną powłokę), o tym, że opracowanie samej idealnej krzywizny lustra wymagało… 2,5 roku czasu obliczeniowego komputerów, o układach scalonych równoważnych 300 tranzystorom (Land: „elektronika powszechnego użytku będzie od dziś wyglądać inaczej”).

 

 

Polaroid SX-70

 

Edwin Land kierował ten aparat do szerokiej rzeszy fotoamatorów i mimo wysokiej ceny (180 USD, co odpowiada nawet 1000 współczesnych dolarów) SX-70 sprzedawał się znakomicie. Do połowy 1974 r. sprzedano 700 tys. egzemplarzy. Potem wprowadzono różne odmiany tego aparatu, m.in. z pionierskimi autofokusami, a także tanie aparaty na te same kartridże co SX-70, ale o całkiem odmiennej konstrukcji (nie lustrzanki). Natomiast sam „amatorski” SX-70 zdobył uznanie także artystów najwyższej klasy. Fotografowali nim m.in Andy Warhol, a nawet legenda amerykańskiej fotografii, wielce niechętny fotografii kolorowej Walker Evans. Sukces SX-70 nie dawał spać konkurencji. Na przykład Kodak wyprodukował aparaty do fotografii natychmiastowej EK4 i EK6, naruszając przynajmniej kilka patentów Edwina Landa. Polaroid odpowiedział pozwem i skończyło się wypłatą 900 milionów USD na rzecz Polaroida i sądowym zakazem produkcji i sprzedaży aparatów Kodaka.

 

 

Polaroid SX-70

 

Aparat nie wymaga wiele od fotografującego. Wystarczy załadować kasetę z materiałem światłoczułym (zawiera ona też baterię 6 V zasilającą elektronikę i mechanikę aparatu), ustawić ostrość i nacisnąć spust. W pierwszych modelach nie było żadnego mechanizmu wspomagającego ustawianie ostrości, jednak na prośby klientów Polaroid wyposażył matówkę w klin, który bardzo ułatwia tę czynność. Aparat sam nastawia czas ekspozycji. Jasność czterosoczewkowego obiektywu o ogniskowej 116 mm wynosi f/8, a zakres czasów otwarcia migawki od 1/175 s do ponad 10 s (na filmiku reklamowym mowa o 14 sekundach, w magazynie Life o 15 sekundach, a z kolei w Popular Mechanics o przedziale 1/200 s do 20 s). W szczególnie trudnych warunkach oświetleniowych ekspozycję można skorygować pokrętłem z lewej strony. Aparat ostrzy blisko, już od ok. 26 cm, a odległość tę można jeszcze zmniejszyć przez zastosowanie specjalnych soczewek. Szczelina nad przednim panelem służy do podłączania 10-strzałowej lampy błyskowej. Przy podłączonej lampie i bardzo bliskim ostrzeniu aparat silnie przymyka przysłonę (wg Popular Mechanics aż do f/90), dając wyjątkowo dużą głębię ostrości w fotografii zbliżeniowej.

 

 

Polaroid SX-70

 

Polaroid od 2006 roku nie produkuje materiałów światłoczułych do SX-70, ale fani tych aparatów mogą zaopatrywać się w firmie Impossible Project, która wykupiła część zakładów Polaroida w Enschede i produkuje pod własną marką ładunki pasujące do SX-70 (jak i niektórych innych modeli Polaroida). Materiały te nie są produkowane według receptur Polaroida, które pozostały zastrzeżone, ale dość dobrze spełniają swoją rolę. Nieco inaczej reagują na światło (ekspozycję trzeba praktycznie zawsze „przyciemnić”) oraz nie umożliwiają rozprowadzania niezaschniętej jeszcze emulsji tuż po naświetleniu (właściwość, która wykorzystywana była do uzyskiwania efektu specjalnego przypominającego obrazy impresjonistów). Kolejna różnica względem oryginalnych materiałów polaroidowych polega na tym, że zdjęcie Impossible Project po wysunięciu z aparatu trzeba umieścić w ciemnym miejscu, np. w kieszeni lub pudełku. Oryginalne zdjęcie Polaroida wywoływało się kilka minut; w przypadku Impossible Project jest to raczej kilkanaście minut. Ponadto z własnego doświadczenia widzę, że ładunki Impossible Project są bardzo czułe na temperaturę wywoływania, a temperatura barw na gotowej odbitce dobrze odzwierciedla… temperaturę powietrza podczas robienia zdjęcia. Im cieplej było odbitce podczas wywoływania, tym cieplejsze są kolory. Zdjęcia zrobione w chłodny wiosenny poranek wyszły z mocną niebieskawą tintą; te zrobione w ciepłym mieszkaniu mają barwy ciepłe. Wreszcie wypada wspomnieć, że ładunki Impossible Project są drogie. Jedna sztuka materiału kolorowego (8 zdjęć) kosztuje 20 EUR; najbardziej opłaca się kupić pakiet 5 opakowań, aktualnie za 92 EUR, do którego dokładają jeszcze album gratis.      

 

 

Polaroid SX-70

 

 

 

 

Polaroid SX-70

 

Polaroid SX-70

 

Polaroid SX-70

 

 

Portret wykonany aparatem SX-70 na kliszy Impossible Project.

 

 

Portret. Aparat SX-70, klisza Impossible Project.

 

 

SX-70. Impossible Project.

 

 

SX-70. Impossible Project.

 

 

SX-70. Impossible Project.

 

 

SX-70. Klisza Impossible Project. Artefakt po lewej stronie to efekt wyładowania elektrycznego. Artefakt na górze to efekt nierównomiernego rozprowadzenia farby. Zdjęcia ze starych Polaroidów są nieprzewidywalne i jedyne w swoim rodzaju…

3 Responses to “SX-70. Aparat prawdziwie innowacyjny.”

  1. Czy zaobserwowałeś znikanie obrazu po czasie? Słyszałem od paru osób, że czasami tak się dzieje ale ponoć udoskonalają to z biegiem czasu. Przydatne rzeczy! Dzięki!

  2. Zdjęcia pokazane powyżej zostały zrobione rok temu i jak na razie nie zniknęły :). Być może blakną, kiedy leżą na świetle? Nie wiem, swoje trzymam w pudełkach. Po roku są nadal takie, jak na początku.

  3. Hmmm, albo jak ostatnio czytałem o tym Polaroidzie nie było opcji „komentarz” albo po prostu jej nie widziałem – więc piszę po czasie i to dość mocno po czasie.

    Polowałem na ten aparacik na allegro, ale ceny lekko kosmiczne, może kiedyś wyrwę taką sztukę – z wyglądu po prostu cudo sprzęt :) obejrzenie filmiku też zrobiło swoje :)

    Pozdrawiam serdecznie z Pałuk :)

Leave a Comment