Canon FTb

Canon FTb

Canon FTb

 

Canon FTb to model istotny, ponieważ – wraz z bogatszym F-1 – otworzył erę lustrzanek z mocowaniem FD, produkowanych w latach 70. i 80. i bardzo cenionych przez fotografów przez ogromny wybór obiektywów zazwyczaj bardzo wysokiej jakości. Prezentowany tu aparat jest wyposażony w obiektyw 50-milimetrowy o jasności 1:1,4.

 

Canon FTb
Canon FTb

 

Canon FTb, choć nie jest najwyższym modelem Canona z tamtego okresu (flagowym był F-1), ma wszystko, czego tylko może potrzebować zaawansowany amator: dobry pomiar światła metodą opornościową (CdS) z uwzględnieniem centralnych 12% ekranu, szybką migawkę o zakresie czasów od 1 do 1/1000 s (synchronizacja z lampą przy 1/60 s), możliwość ustawienia czułości światłomierza w zakresie od 25 do 2000 ISO, samowyzwalacz, a nawet możliwość zablokowania lustra w celu uzyskania superostrego zdjęcia ze statywu. No a przede wszystkim miał możliwość podłączenia całej gamy świetnych obiektywów FD, których powstały dosłownie dziesiątki modeli, od rybiego oka 7,5 mm przez standardowe obiektywy o jasności nawet 1:1,2 aż po… lustrzany 5200 mm.

Canon wymyślił też dla tego aparatu funkcję QL (pełna nazwa modelu to Canon FTb QL), czyli szybkiego ładowania kliszy (quick loading). Kliszę faktycznie wystarczy wyciągnąć nieco z kasetki i przeciągnąć wzdłuż aparatu do oznaczenia – potem można już zamknąć tylną ściankę. Po naciągnięciu migawki do stanu zerowego licznika klisza będzie już poprowadzona prawidłowo wewnątrz aparatu. Jednak użytkownicy narzekali na tę funkcję – wielu twierdziło, że ułożenie zawijającej się kliszy tak, by była równo ze znacznikiem w aparacie, jest trudniejsze, niż zwykłe osadzenie filmu w rolce nawijającej. Prawdopodobnie dlatego Canon zrezygnował z tego mechanizmu już w lustrzankach serii A. Cóż widocznie wszystko zależy od użytkownika – bo dla mnie funkcja QL jest bardzo wygodna i rzeczywiście przyspiesza ładowanie filmu.

Canon bardzo zachwalał wspomniany wyżej światłomierz. W reklamie z 1974 r. widzimy Afrykanina w ludowym stroju podświetlonego niekorzystnie – ukośnie od tyłu – a jednak z pięknie odwzorowanymi kolorami malunku na twarzy. I czytamy obok: „Słońce nie ogłupi Twojego aparatu”. Aparat zbierał światło zawsze z centralnych 12% kadru (bez względu na ogniskową) i na wysokości matówki przekierowywał je na element światłoczuły CdS znajdujący się za krawędzią matówki od strony fotografującego. Na tej podstawie dokonywał precyzyjnego pomiaru. W wizjerze obszar, z którego zbierane jest światło, jest delikatnie wyróżniony. Wystarczy więc skierować tę centralną część kadru na obszar, który chcemy mieć naświetlony pośrodku skali tonalnej, a potem ewentualnie przekadrować lub wprowadzić poprawki do ekspozycji – i zrobić zdjęcie.

 

Canon FTb
Canon FTb

 

 

Pierwszy FTb został wprowadzony w roku 1971, a wersja zmodernizowana (tylko kosmetyka, m.in. nałożony plastik na dźwignię naciągu migawki) w roku 1973. Z kolei następcami FTb były TLb i TX – w praktyce okrojone wersje FTb. Wszystkie one były aparatami w pełni mechanicznymi. Dopiero po nich, w roku 1976, przyszła era Canonów z migawkami wyzwalanymi elektronicznie, z niezwykle popularnym AE-1 na czele, która trwała aż do późnych lat 80. Osobom, które mają już obiektywy FD lub chcą ich spróbować i poszukują aparatu w pełni mechanicznego (w domyśle: bardziej niezawodnego), zazwyczaj poleca się właśnie ten FTb, bo F-1 jest za drogi i ma niepotrzebne funkcje, a TLb i TX to modele sztucznie okrojone.

 

Canon FTb
Canon FTb

 

 

Podobnie jak modele sprzed ery FD, na przykład FX i FT (z mocowaniem FL), Canon FTb zwraca uwagę swoją prostą i solidną konstrukcją. Jest przy tym dość ciężki: samo body waży ok. 750 g – dzisiejsze lustrzanki są znacznie lżejsze. Mnie akurat waga tego aparatu nie przeszkadza – aparat cięższy ma też większą bezwładność i łatwiej jest utrzymać stabilność podczas fotografowania na dłuższych czasach oraz podczas komponowania obrazu. Bardziej denerwują mnie w tym modelu inne  drobiazgi. Na przykład niesprzężony z mechanizmami aparatu światłomierz, choć bardzo precyzyjny (działa jak współczesne lustrzanki ustawione w trybie „spot”), musi zostać za każdym razem po wyjęciu aparatu włączony, a z kolei pozostawienie go włączonym prowadzi do szybkiego wyczerpania baterii. Na mój gust dziwny jest także dźwięk wyzwolenia migawki; zakładam jednak na korzyść aparatu, że powodem brzydkiego klapnięcia jest zestarzała amortyzacja lustra (choć inni użytkownicy też narzekają na głośne wyzwalanie migawki).

Swoją drogą ciekawe, że Canon zdecydował się wtedy na taki zabieg z nazwami: patrząc po nazwach, FTb wydaje się zaledwie „ulepszeniem” lub „rozwinięciem” modelu FT, podczas gdy jest to aparat zupełnie inny – z nowym mocowaniem, innym sposobem pomiaru światła (w obiektywach FL pomiar był wykonywany też przez obiektyw, ale przy zamkniętej przysłonie; w FD wszystko robi się przy otwartej – przysłona zamyka się dopiero w chwili robienia zdjęcia). Podobieństwo tych aparatów jest tylko zewnętrzne.

Era obiektywów FD trwała przez z grubsza 20 lat. Canon w praktyce skazał mocowanie FD na odejście już w roku 1987, kiedy to zaprezentowano system EOS z mocowaniem EF i funkcją autofokusa. Jednak jeszcze w roku 1990 wypuszczono aparat – ostatni już – z mocowaniem FD: Canon T60.

 

Maska.
Maska.

 

Self.
Self.

 

Co to?
Co to?

 

Żuraw.
Żuraw.

 

Lampa Alladyna.
Lampa Alladyna.

 

 

 

Leave a Comment