Pierwsze idiotki: Konica C35AF i C35AF2

W grudniowym numerze Popular Science z 1977 r., między artykułami o komfortowym aucie dla rodziny (nowym Volkswagenie Busie) i nowych zegarkach elektronicznych (z kalkulatorem!) znalazł się tekst zwiastujący nową erę w fotografii – erę autofokusa, która trwa do dziś. W artykule „Through the Viewfinder” („Przez wizjer”) Everett H. Ortner opisuje pierwszy wprowadzany właśnie do powszechnej sprzedaży aparat samoczynnie nastawiający ostrość – Konicę C35AF.

 

Konica C35AF

Konica C35AF


Lata 60. i 70. były erą aparatów dalmierzowych i lustrzankowych. Wszystkie miały jedną wadę – ostrość trzeba było nastawiać ręcznie, ufając własnym oczom. Takie nastawianie ostrości po pierwsze nie zawsze było precyzyjne (są osoby, które mimo ćwiczeń nie są w stanie nastawić ostrości na matówce; niektóre mają również problem z nałożeniem „oczek” obrazu w dalmierzu); po drugie trwało długo. Canon, Nikon, Kodak i inne firmy już od końca lat 60. zapowiadały wprowadzenie aparatu samoczynnie nastawiającego ostrość, jednak były w stanie zaprezentować tylko prototypy (Popular Mechanics, maj 1976). Wszystkich ubiegła Konica, która właśnie w 1977 roku wprowadziła pierwszą prawdziwą „idiotkę” – aparat, w którym nie trzeba było ustawiać nic. (Wkrótce w prasie pojawiły się reklamy, na jakie wtedy mogła pozwolić sobie tylko Konica: przedstawiające fotografującego, który trzyma aparat na przykład na głowie zamiast przy oku). Konica C35AF była droga (po uwzględnieniu różnic w wartości dolara kosztowała tyle, co dziś półprofesjonalna lustrzanka), ale fotoamatorzy kupowali ją chętnie. W Japonii zyskała przydomek ジャスピン (Jasupin), co jest zlepkiem transkrypcji angielskich słów „just pin”, a oznacza „perfekcyjnie utrafioną ostrość za każdym razem”.

 

Konica C35AF

Konica C35AF


Zastosowany w Konice C35AF mechanizm został opracowany przez Normana Stauffera, inżyniera firmy Honeywell, która po opatentowaniu (patent nr 4,002,899) udzielała potem licencji na swój system – noszący handlową nazwę Visitronic – wielu producentom aparatów. Oprócz różnych modeli Koniki (C35AF, C35AF2, C35MF, AF3 itp.) ten sam system Honeywell Visitronic zastosowano m.in. w aparatach

  • Fujica Flash Auto Focus
  • Mamiya 135AF
  • Minolta Hi-Matic AF (ale model Hi-Matic AF2, choć podobny, ma już inny system nastawiania ostrości)
  • Rolleimat AF
  • Yashica Auto Focus
  • Cosina AF35
  • Chinon 35F-A
  • Radzieckie podróbki z systemem podobnym do Visitronic (np. Elicon Autofocus)

 

Na jakiej zasadzie działa autofokus Visitronic? Mechanizm naciągu nie tylko przewija kliszę o jedną klatkę i naciąga migawkę. Oprócz tego wysuwa obiektyw do pozycji maksymalnie bliskiej ostrości i naciąga sprężynę zespołu ustawiania ostrości. Z chwilą zwolnienia migawki jedno z dwóch okienek „dalmierza” zaczyna zmieniać kąt odbicia względem drugiego, skanując obraz znajdujący się przed aparatem – a dokładniej natężenie wpadającego przez okienko światła. Równolegle z obracaniem okienka sprężyna cofa obiektyw, który ostrzy na coraz większą odległość. Kiedy jasność światła wpadającego przez okienko ruchome na jeden czujnik światła maksymalnie odpowiada jasności światła wpadającego przez okienko nieruchome, wiadomo, że oba okienka „zezują” na ten sam punkt – układ scalony z dwoma pięcioelementowymi czujnikami światła generuje najsilniejszy impuls. Skoro znamy kąt „zezowania” i odległość od jednego okienka do drugiego, z wzorów geometrycznych możemy obliczyć odległość od płaszczyzny rzutowanego obrazu do obiektu. Obiektyw zatrzymuje się na tak ustawionej odległości. Mechanizm sprężynowy działa dalej i jeśli układ wykryje jeszcze większe podobieństwo na obu czujnikach, przestawia obiektyw dalej; jeśli podobieństwa będą mniejsze (a więc impuls elektryczny słabszy), obiektyw pozostaje w ostatniej, najtrafniejszej pozycji. Wtedy pozostaje już tylko wyzwolenie migawki. Krótko mówiąc, jest to zautomatyzowany aparat dalmierzowy: podczas gdy w dalmierzu nastawiamy ostrość obserwując nachodzenie na siebie dwóch obrazów, tutaj rolę ludzkiego wzroku przejmuje układ scalony zawierający dwa czujniki świetlne, po jednym dla każdego „oka” aparatu. Rolę dłoni obracającej pierścieniem odległości przejmuje mechanizm sprężynowy.

 

Konica C35AF2

Konica C35AF2

Ze względu na sposób działania Visitronica w Konice odczytanie nastawionej odległości jest możliwe dopiero po zrobieniu zdjęcia, na małej skali tuż obok obiektywu. Dlatego wskaźnik ten umożliwia jedynie zorientowanie się, czy zdjęcie trzeba powtórzyć. Ponadto nie ma możliwości ustawienia ostrości i dopiero potem zmiany kadrowania – ustawienie ostrości i wyzwolenie migawki przypadają praktycznie na tę samą chwilę. Stąd kolejne ograniczenie aparatu: ponieważ ostrość jest ustawiana pośrodku kadru, fotografowany obiekt musi również być pośrodku kadru. Odpadają zdjęcia np. dwóch osób ustawionych poza środkiem kadru… aparat ustawi ostrość na tło między nimi.

 

Konica C35AF ustawiła ostrość na tło.

Konica C35AF ustawiła ostrość na tło.

Aparaty z systemem Visitronic miały również wbudowane lampy błyskowe i były one sprzężone z mechanizmem nastawiania ostrości – jasność błysku zależała od ustawionej przez obiektyw odległości. Wszystkie aparaty miały także obiektyw o tych samych parametrach 38 mm, jasność 2,8. Wybór czasów migawki (ustawianych automatycznie) bywał już różny; np. w Minolcie automat nastawiał czas od 1/8 do 1/430 s, a w Konice tylko w zakresie od 1/60 do 1/250 s.

Konica C35AF

Konica C35AF


Konica C35AF i C35AF2

Konica C35AF i C35AF2

Różnic między Konicami C35AF i nowszą C35AF2 jest niewiele. Ta ostatnia tylko wygląda lepiej – jest nieco mniejsza, wykonana z nieco mniej topornego plastiku, sprawia wrażenie delikatniejszej. Działają tak samo i mają takie same parametry. Natomiast faktyczne ulepszenia wprowadzono w jeszcze nowszych modelach, np. w aparacie Konica C35MF, o którym będzie w osobnym artykule.

Z kolei sama Konica C35AF występowała podobno także w wersji z zamszem zamiast imitacji skóry. Tak przynajmniej twierdzą znawcy japońskich aparatów z アローカメラ, którzy dysponują dwoma takimi zamszowymi egzemplarzami. Przyznają jednak, że nie mają twardych dowodów na to, że zamsz nie jest po prostu przeróbką – w swoim twierdzeniu podpierają się tym, że po pierwsze aparaty te dostali z różnych źródeł, a po drugie w jednym z nich zamsz jest już bardzo znoszony (co nie jest typowe dla aparatów przerabianych).

Subiektywnie: fotografowanie tymi pierwszymi autofocusami daje dużo radości. Nie trzeba nic nastawiać, wystarczy „spojrzeć” wizjerem na obiekt – i pstryk. Aparaty nie są może takimi cudami techniki jak dzisiejsze cyfrowe – sprężyna autofocusa brzęka podczas robienia zdjęcia, aparat jest jednak spory w porównaniu z idiotkami XXI w., a po pstryknięciu trzeba naciągnąć kliszę – jednak ze względu na swoją przenośność, wygodę i całkiem dobrze spisujący się obiektyw aż proszą się o zabieranie ze sobą przy każdym wyjściu z domu. No i dobrze; w końcu, jak mówią wytrawni fotograficy, najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie.

Konica C35AF2 (top) and C35AF (bottom)

Konica C35AF2 (góra) i C35AF (dół) – sfotografowane aparatem Mamiya C3

 

 

Maska.

Maska.

 

 

Kiermasz dywanów.

Kiermasz dywanów.

 

Higiena Jamy Ustnej.

Higiena Jamy Ustnej.

 

Nudy.

Nudy.

 

 

Mechanika płynów.

Mechanika płynów.

 

 

Oświetlenie studyjne.

Oświetlenie studyjne.

Oświetlenie błyskowe.

Oświetlenie błyskowe.

 

 

Leave a Comment